Słów kilka o kosztach pomocy prawnej z urzędu

Nie tak dawno temu Naczelna Rada Adwokacka podjęła temat temat stawek wynagrodzeń za czynności wykonywane przez pełnomocników z urzędu, a to w związku ze światłym pomysłem Ministerstwa Sprawiedliwości aby w sprawach o odszkodowanie lub zadośćuczynienie związane z warunkami wykonywania kary pozbawienia wolności lub tymczasowego aresztowania. wynagrodzenie ustalać nie wedle wartości przedmiotu sporu (czyli od 60 PLN do 7200 PLN) ale by była to kwota stałą – bodajże sto kilkadziesiąt złotych. Problem wynagrodzenia za tak zwane „urzędówki” jest oczywiście znacznie głębszy i nie ogranicza się tylko do wyżej wspomnianych spraw o odszkodowanie (..).

Dla mnie impulsem do nawiązania do tego tematu były ostatnie mrozy, które nawiedziły naszą część globu. A to dlatego, że w dniu kiedy termometry wskazywały temperaturę około -25*C zmuszony byłem opuścić mój przytulny szklany dom i przebyć pieszo odległość około jednego kilometra, która dzieli wspomniany szklany dom od sądu (o parkingu pod sądem nie ma nawet co marzyć), a to celem udziału w (chyba już 5 rozprawie) w sprawie eksmisyjnej, w której pełnię rolę pełnomocnika z urzędu. I zmagając się mrozem, tak sobie pomyślałem – że za kilkanaście godzin pracy w tej sprawie (wliczając w to jogging w syberyjskiej aurze), oprócz dozgonnej wdzięczności (której oczywiście nie sposób przecenić) klientki, czeka na mnie wynagrodzenie w kwocie 120 zł + VAT…

No i nie trudno było mi dojść do wniosku, że jeżeli roboczogodzina w zakładzie blacharskim, w którym naprawiałem samochód kosztuje minimum 120 zł albo jeżeli za czas 15 minut, w którym pan monter zainstalował na moim balkonie antenę satelitarną uiściłem wynagrodzenie w takiej samej kwocie, to stanowczo coś tu jest nie tak. I pojawia się pytanie – jak tutaj mieć motywację do jakiejkolwiek pracy, skoro w tym czasie można (przynajmniej próbować) zarobić więcej na wolnym rynku, a jeżeli nawet nie pracować, to nie robić nic i oddać się preferowanemu hobby celem zminimalizowania ryzyka zachorowania na miażdzycę.

Nie, proszę mnie źle nie zrozumieć – nie uważam, że fakt, iż stawki są jakie są, jest dla pełnomocnika przyzwoleniem na to, że może się „starać mniej” lub „inaczej” niż w sprawie z wyboru. Przeciwnie, sam wyznaję zasadę, że przykładać należy się tak samo i zasadę tę wcielam w życie (co myślę zainteresowani oraz sam właściwy sąd mogliby potwierdzić) ale trzeba jasno powiedzieć, że czas jaki trzeba poświęcić na sprawę z urzędu oraz potencjalna odpowiedzialność związana z prowadzeniem takiej sprawy w żaden sposób nie różnią się od tych z jakimi mamy do czynienia w sprawach z wyboru. Dlaczego więc zmuszać adwokatów do godzenia się na i pracy za takie wynagrodzenie, którego nikt na wolnym rynku i przy zdrowych zmysłach nie zaakceptuje.

Tak wiem. Ten zawód to (i jakkolwiek by nie był postrzegany w społeczeństwie) to pewnego rodzaju misja. Nie bez powodu bowiem z mocy ustawy „Adwokatura powołana jest do udzielania pomocy prawnej, współdziałania w ochronie praw i wolności obywatelskich oraz w kształtowaniu i stosowaniu prawa.„. Niemniej jednak dosyć trudno zgodzić się z tym, aby ta misja stanowiła wystarczającą podstawę do tego aby świadczyć usługi prawne na warunkach wynikających z Rozporządzenia w sprawie opłat adwokackich (…). To może przyziemne rozumowanie, ale samym poczuciem misji przysłowiowych składek na ZUS nie opłacimy. Oczywiście nie samymi „urzędówkami” adwokat żyje. Ale to żaden argument w tej dyskusji, bo nie chodzi w niej o to ile kto ma zarabiać przede wszystkim o tę rażącą dysproporcję pomiędzy nakładem pracy i odpowiedzialnością a kwotą ustalonego wynagrodzenia, której nie da się racjonalnie wytłumaczyć.

Czy zatem Rozporządzenie powinno ulec głębokiej reformie? Oczywiście, że tak. Aczkolwiek wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę, że do tego daleka droga, bo pewnie byłyby do gwóźdź do trumny dla państwowego budżetu. Dobrze by jednak było aby opinia publiczna wiedziała się, że zawód adwokata to nie zawsze bajka, w której faktura z pięcioma zerami na końcu, gra główną rolę.

ps. nie jestem pewien czy temperatura powietrzna wynosiła wówczas dokładnie -25*C, ale celem zachowania odpowiedniego poziomu dramatyzmu historii, możemy przyjąć, że tak właśnie było😉

Tagi: , ,

Odpowiedzi: 6 to “Słów kilka o kosztach pomocy prawnej z urzędu”

  1. Katarzyna - Temida Jest Kobietą Says:

    Oba rozporządzenia powinny ulec głębokiej reformie🙂
    W wielu sprawach nawet „z wyboru” stawki są żenujące. Wystarczy popatrzeć na stawki w sporach pracowniczych, czy ubezpieczeniowych z ZUS. Sąd zasądza 60 zł, a klient klient ma wygraną z wielką łychą dziegdziu w postaci poniesienia w praktyce kosztów całego honorarium pełnomocnika.

  2. Katarzyna - Temida Jest Kobietą Says:

    Z emocji aż „dz” zamiast „c” postawiłam.

  3. Pałka Says:

    Nie mogę się w tej chwili zalogować do bazy, ale z tego co pamiętam, przytaczane przez Was stawki nie są sztywne, tylko minimalne. Sąd może zasądzić od 1x do 6x stawka minimalna. Wiem że w sądach pokutuje praktyka zasądzania stawki minimalnej, ale przecież zawsze można zaskarżyć (w przypadku urzędówki w imieniu własnym – vide III CZP 14/11).

    • Paweł Sikora Says:

      Witam.

      Wszystko się zgadza ale po pierwsze z podwyższonymi, a już w szczególności z maksymalnymi stawkami (tj. x6) jest jak z Yeti – wszyscy słyszeli, nikt nie widział🙂. Ja, osobiście nigdy nie spotkałem się z wyrzeczeniem sądu, w którym zasądzał stawkę wyższą niż 1x. Sądy mają oczywistą niechęć do takiej praktyki, a bo i pewnie nie widzą podstawy. Stawka podwyższona może być stosowana o ile przemawiają za tym przesłanki z §2 ust. 1 Rozporządzenia, ale zatem co do zasady każda sprawa, o ile nie towarzyszą jej szczególne fajerwerki, zasługuje na stawkę 1x.

      Natomiast nawet jeżeli mielibyśmy maksymalną stawkę w sprawie gdzie minimalna wynosi 60 zł, to otrzymujemy zawrotną kwotę 360 PLN. Niewiele to zmienia i nie rozwiązuje problemu rażącej dysproporcji wobec stawek rynkowych.

      A żalić się oczywiście można i trzeba, zwłaszcza wtedy kiedy sąd pomimo tego, że „minimalna stawka wynagrodzenia”, jak to wynika z jej nazwy jest minimalna (czyli nie może być niższa), stwierdzając, że pełnomocnik nawet na taką nie zasługuje, stawkę tę obcina. A i to się zdarza. A czasami nawet zażalenie nie pomaga….

      pozdrawiam

  4. Pałka Says:

    Proponuję też spojrzeć na problem od strony użytkownika. Rażąco niska wycena zastępstwa procesowego jest przecież niczym innym jak ograniczeniem praw majątkowych strony zastępowanej. Minister w drodze rozporządzenia ustala górny (i dolny też, przyznajmy) limit roszczenia o zwrot kosztów zastępstwa procesowego. Samo w sobie nie jest to złe, bo przecież jakieś limity być muszą. Jednak przepis, który rażąco ogranicza prawo do rekompensaty istotnego składnika kosztów procesu byłby sprzeczny z ustępem 2 art. 64 Konstytucji. Czy dobrze myślę? I drugie pytanie: czy sama ustawa, która deleguje ustalanie stawek na ministra, nie jest aby sprzeczna z ustępem 3 tego artykułu?

  5. Iwo Klisz Says:

    Znowu są planowane cięcia w rozporządzeniu. Tym razem dotyczą postępowania w przedmiocie uznania wzorca umowy za niedozwolony. Zgadzam się Pałka, że rozporządzenie nie godzi a adwokatów i radców prawnych, tylko w Klientów, którym Państwo powinno gwarantować prawo do sądu. Czytałem nawet o tym ciekawy artykuł w branżowej Palestrze. No ale cóż…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: