I jeszcze raz o (istocie) prekluzji dowodowej

Kilka miesięcy temu wyraziłem byłem pogląd, że sama instytucja prekluzji dowodowej nie jest zła i nie ma potrzeby nowelizacji KPC w tym zakresie. W chwili obecnej podtrzymuję tylko pierwszą część mojej poprzedniej wypowiedzi, a co do drugiej, moje stanowisko ulega znacznej radykalizacji w drugą stronę. Oto dlaczego.

Swego czasu, Trybunał Konstytucyjny wyraził taki mniej więcej pogląd, że prekluzja dowodowa sama w sobie nie jest czymś złym, pod warunkiem, że przepisy ją regulujące są odpowiednio stosowane. I niestety z tym drugim elementem jest ciągle problem. Sposoby, w jaki sądy wykorzystują przepis art. 479(12) k.p.c. po to aby uprościć sobie życie (czytaj nie rozpoznać istoty) ciągle mnie zadziwiają. Ale po moich ostatnich doświadczeniach w tym zakresie, doszedłem do wniosku, że jeżeli nie umiemy się bawić zabawkami jakie nam sprezentował ustawodawca, to należy nam te zabawki po prostu zabrać.

Mamy zatem sytuację takiego rodzaju, że powód z sobie tylko znanych powodów składa pozew, którego treść jest dosyć uboga i ogranicza się do stwierdzenia – pozwany zamówił u mnie towar, wysłałem, dostarczyłem, pieniędzy nie dostałem oraz przedłożenia kopii faktury. Sąd wydaje nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym. Oczywiście pozwany wnosi sprzeciw, w którym odpowiada, że towar owszem zamawiał, nawet go otrzymał, ale towar miał wady, więc nie zapłacił, żeby powód sobie nie myślał, że dostanie pieniądze za trefne urządzenia. Wraz ze sprzeciwem pozwany składa wszystkie możliwe dokumenty, jakie strony wyprodukowały w związku z realizowanym zamówieniem – czyli kilkaset stron (a w tym umowa sprzedaży), z których wynikało kto, ile, komu i za co powinien zapłacić.

Powód pozwanemu pisemnie odpowiada, na co pozwany składa swoją odpowiedź. I tak strony przerzucają się pismami, aż do nadejścia dnia, na który wyznaczono rozprawę. Na tejże rozprawie sąd dopuszcza dowody zawarte w pozwie oraz sprzeciwie od nakazu zapłaty, po czym powództwo oddala, albowiem stwierdza, że właściwie to ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, żeby strony zawarły jakąkolwiek umowę, a to powód sam jest sobie winien, bo nie udowodnił dochodzonego roszczenia.

Coś tutaj chyba nie gra, nieprawdaż? Zgodzimy się, że powód w sposób oczywisty uchybił obowiązkowi zgłoszenia w pozwie wszystkich twierdzeń i dowodów, ale zgodzimy się również, że to pozwany nieco się zagapił, bo zamiast wnieść w w pierwszej oddalenie powództwa z powołaniem na art. 479(12) KPC, a tylko co najwyżej ewentualnie zgłosić dalsze wnioski o twierdzenia (na wypadek uznania przez sąd, że powód wykazał cokolwiek), to właściwie wyręczył powoda i przedłożył dowody, które w rzeczywistości obciążały go, bo wynikało z nich, że nie zapłacić za dostarczony towar, jak również nie skorzystał z uprawnień z tytułu rękojmi za wady (co dawałoby podstawę do żądania obniżenia ceny sprzedaży).

Należy więc postawić pytanie – co tu jest nie tak? Ano to, że przede wszystkim pamiętać należy, że art. 479(12) KPC nie jest przepisem, który w jakikolwiek sposób modyfikowałby reguły oceny materiału dowodowego z art. 233 KPC. Sąd każdorazowo zobowiązany jest zatem do wszechstronnego rozważenia materiału dowodowego. Skutek prekluzji dowodowej przejawia się właśnie (i wyłącznie) na płaszczyźnie „zbierania materiału dowodowego”. Sąd może oddalić spóźnione wnioski dowodowe powoda i może oddalić powództwo jeżeli zebrany zgodnie z przepisami KPC materiał dowodowy nie pozwala na jego uwzględnienie. Ale każdorazowo powinien opierać się na tym co jest w aktach!

I właśnie o tym sądy czasami zdają się zapominać. Jeżeli pomimo „zadziałania” prekluzji dowodowej wobec powoda, jego roszczenie zostało należycie wykazane za pomocą innych środków dowodowych (przez pozwanego, a może nawet wskutek dowodów dopuszczonych z urzędu), to nie można powództwa automatycznie oddalać, tylko tego powodu, że sąd wnioski dowodowe powoda były niewystarczające do wykazania zasadności powództwa. Prekluzja to zatem wygodne narzędzie dla pozwanego, który jeżeli umiejętnie to narzędzie wykorzysta będzie mógł zapewnić sobie wygrany proces. Często jednak pozwani sami „podkładają się” i dostarczają sądowi materiał zamiast powoda. A sąd – w takiej sytuacji powinien postąpić tak jak nakazuje art. 233 KPC. Nic więcej.

Czas na konkluzję. A jest ona taka, że zbyt chyba często prekluzja dowodowa jest źle stosowana przez sądy, co prowadzi do tego, że nigdy nie wiadomo czego możemy oczekiwać przystępując do procesu gospodarczego – bo wykładnia i zastosowanie przepisów o prekluzji będą uzależnione o składu orzekającego. A w takiej sytuacji „sądzenie się” czasami traci sens (dobrze jeżeli, sądy odwoławcze korygują te nieprawidłowości). Od razu dodam, że nie jestem wrogiem sądownictwa powszechnego jako takiego (wręcz przeciwnie), niemniej jednak jeżeli jest tak jak jest, to trzeba to zmienić. Zmienić w ten sposób, że przepisy o prekluzji uchylić, a odwołać się do mechanizmu znanego już kilkadziesiąt lat – tj. art. 207§3 KPC, którego sens jest taki sam jak prekluzji dowodowej, a który po pewnych modyfikacjach mógłby świetnie sprawdzić się w sprawach gospodarczych.

Last but not least, pamiętam, jak szumnie ogłaszano, że prekluzja ma służyć sprawności postępowania i zapobiegać przewlekaniu procesów przez strony. Dopóki jednak sądy będą wyznaczały terminy rozpraw w odstępach kilkumiesięcznych, to o jakiej w ogóle sprawności tutaj możemy mówić? To jeszcze jeden argument za tym, że prekluzja dowodowa w obecnej formie nie ma racji bytu.

Udostępnij:

Tagi: , , , ,

Odpowiedzi: 4 to “I jeszcze raz o (istocie) prekluzji dowodowej”

  1. M Says:

    TK nie wyraża poglądów o tym, czy jakaś regulacja jest zła. Trybunał może co najwyżej orzec, że jakaś regulacja jest niekonstytucyjna. O tym czy coś jest – w tym znaczeniu – złe lub dobre, rozstrzyga ustawodawca.

    • pawel.sikora Says:

      Zgadza się. Ja, Boże broń, nie mam żadnych pretensji do TK z tego powodu. Z resztą, na tyle na ile teraz pamiętam tekst uzasadnienia tego wyroku, to się z nim zgadzam. Sam nie uważam, żeby regulacja dot. prekluzji dowodowej była niekonstytucyjna. Ona – w skrajnych przypadkach – może jedynie mieć niekonstytucyjne skutki🙂 (co innego to ś.p. przepis art. 479(8a) co do którego do dzisiaj nie mogę odżałować, że TK utrąciło mi skargę).

      Natomiast, uważam, że przepisy o prekluzji dowodowej są po prostu zbędne i więcej z nich szkody niż pożytku. Dlatego też, o ile wcześniej nie miałem zastrzeżenia co do ich obowiązywania w ogóle, to obecnie zdanie zmieniam i uważam, że wystarczyłoby lekko zmodyfikować art. 207§3 KPC, żeby było tak samo, a przy tym o wiele lepiej.

  2. Liwiusz Says:

    Ja też jestem przeciw prekluzji – mniej więcej od momentu, kiedy zobaczyłem, że niektórzy powodowie zaczęli przegrywać sprawy z tego powodu, że przy pisaniu pozwu nie uwzględnili potencjalnych, aktualnie nie znanych im argumentów strony przeciwnej, np. http://www.eversheds.pl/articlesFiles/355_Wszystkie%20dowody%28…%29M.Modzelewska_GazetaPrawna_27.02.2008.pdf

  3. pawel.sikora Says:

    No niestety, pojęcie „potrzeby późniejszego powołania” nie znaczy konkretnie nic, a więc często dopuszczenie dowodu będzie zależało wyłącznie od dobrego humoru składu orzekającego. Znam takie przypadki, gdzie dla sądu nie istniało nic poza pozwem i odpowiedzią na pozew, a reszta dowodów była sprekludowana z definicji, pomimo tego, że potrzeba późniejszego ich powołania była więcej niż oczywista.

    Ja rozumiem, że w procesie cywilnej odchodzimy od prawdy materialnej, a wynik procesu zależy od strony, no ale czasami trzeba stronie dać szansę na wygranie sprawy. Z resztą prawo do błędu może mieć każdy, tym bardziej, że czasami to może być błąd niezawiniony, w tym sensie, że ciężko jest przewidzieć wszystko to co powinno się w pozwie/odpowiedzi na pozew znaleźć wedle wymogów art. 479(12) i n. KPC (i wówczas taki błąd niewiele ma wspólnego z cynicznym opóźnianiem procesu przez niedobrego przedsiębiorcę). Teraz jest trochę tak, że strony – jeżeli chodzi i wynik procesu zdane są na łaskę sądu, a nie na przepisy, a z kolei pełnomocnicy zabezpieczając się przed zarzutem nierzetelności uprawiają coś, co jeden mój znajomy określił jako spamowanie sądu🙂.

    Prekluzja nie powinna być sposobem na szybkie zakończenie sprawy (czytaj – bez zbędnego wysiłku i bez merytorycznego rozpoznania), a czasami odnoszę wrażenie, że tak właśnie jest postrzegana (i stosowana). Czyli jak zawsze cel szczytny, ale gorsze wykonanie. Dlatego też jedyna rada to uchylić. Aczkolwiek niestety nie liczyłbym na to, że nawet po zmianie przepisów wszystko będzie zawsze dobrze.

    pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: